Napisano Wrzesień 12, 2008. facet zostawił żonę w 5 miesiącu ciąży, tzn. niezupełnie. Nadal wpadał na obiady i żeby mu poprała i poprasowała i jak nie miał gdzie spać, ale był już
Czy ktoś żałuje, że adoptował dzieci? Albo czy są tu dziewczyny , które miały dzieci z komórek dawczyń i teraz żałują tej decyzji Zaloguj się, aby obserwować
Marta: Wstydzę się, że żałuję rozwodu. – Pamiętam wymowne zdjęcie wniebowziętej Nicole Kidman tuż po wyjściu z rozprawy rozwodowej z Tomem Cruisem. To byłam ja. Z papierami rozwodowymi w ręku czułam się królową życia – Marta myślała, że ich uczucie po prostu się wypaliło i już nic już z tego związku nie wyciśnie.
Ale to wcale nie oznacza, że za tydzień, czy miesiąc nie byłoby cudownie. Po co sobie jednak tym zaprzątać głowę: „Co by było, gdyby…?”. Odszedł, więc z tej mąki chleba nie będzie. Podjął decyzję za Was oboje… Niestety musisz zaakceptować fakt, że skoro facet od Ciebie odszedł, to nie zasługuje na to, aby z Tobą być.
Czasem też żałujemy tego kroku. Statystyki mówią, że 1 na 4 mężczyzn żałuje, że jego małżeństwo się rozpadło. Patrząc z perspektywy, wiedzą, że mogli temu zapobiec i że nie było to wcale tak nieosiągalne, jak się w tamtym momencie wydawało. Czego mężczyźni żałują po rozwodzie?
Telefon może być pomocny do znalezienia jakiejś osoby i kontaktowania się z tą osobą na odległość, ale samymi social mediami nie sprawimy, by inni tracili dla nas głowę. Podobnie jest z makijażem i zakupami. Gdy jedyną rzeczą, jaką robimy, jest upiększanie się, to możemy wyjść na próżne, nudne i „drogie w utrzymaniu”.
„Facet z odzysku” – często słyszy się to sformułowanie. Co ono właściwie znaczy? Czy każdy „facet z odzysku” jest tez „facetem po przejściach”? Jest to zwykle mężczyzna, który został porzucony przez swoją partnerkę albo sam od niej odszedł. Porzucony facet z odzysku nosi w sobie zwykle silny uraz do kobiet.
Bycie opuszczonym przez tego, którego kochasz, jest jak nóż w żebra. Jest oślepiający, bolesny i paraliżujący. Zostajesz tam, zastanawiając się, czy przeżyjesz. I gdzieś po drodze chcesz też wiedzieć, czy ona też czuje ten sam ból. Oto jak to stw
Jeśli uznasz, że warto napisać do byłego młodego człowieka, to od razu pojawia się pytanie, kiedy najlepiej to zrobić? Aby list był najbardziej skuteczny i pchnął wasz związek w kierunku uzdrowienia, musi upłynąć czas. Jeśli facet rzucił cię z tego czy innego powodu, to nie ma znaczenia, nadal jesteś przygnębiony i załamany.
Mając to na uwadze, przyjrzyjmy się teraz mojej liście możliwych wyjaśnień, co dzieje się w głowie tego faceta. 11 możliwych znaczeń, gdy facet mówi, że potrzebuje czasu. może być szalony. on po prostu chce być sam. chce przetwarzać rzeczy. on potrzebuje przerwy od Związku. może próbować sortować swoje uczucia.
D7hdvlH. Ewa S. patrzę, słucham,myślę... Temat: Mąż odszedł i co dalej? Anna M.: Mam nowinę! Wczoraj mąż przyjechał do mnie z okazji rocznicy ślubu... I został. Powiedział, że wreszcie zaznał spokoju... że żałuje, ale mimo wszystko coś go to nauczyło, że jednak tu jest jego miejsce. Na razie tyle powiem, resztę, jak tylko będę mieć czas. Jestem pełna podziwu dla umiejętności manipulacyjnych twojego męża Zdradzał cię przy otwartej kurtynie, bez słowa się wyprowadził nie podając adresu, kontaktował sie z tobą,gdy miał ochotę, dąsał sie i nie chciał rozmawiać a co uzyskał? Ochy i achy,ze raczył zostać Czy juz na zawsze,czy do następnego focha? Rewelacyjna historia-jak dla mnie :-)Ewa S. edytował(a) ten post dnia o godzinie 12:25 konto usunięte Temat: Mąż odszedł i co dalej? Anna M.: Mam nowinę! Wczoraj mąż przyjechał do mnie z okazji rocznicy ślubu... I został. Powiedział, że wreszcie zaznał spokoju... że żałuje, ale mimo wszystko coś go to nauczyło, że jednak tu jest jego miejsce. Na razie tyle powiem, resztę, jak tylko będę mieć się :)) gratuluję :)) rewelacyjna wiadomość :) wierzę, że się Wam ułoży. Temat: Mąż odszedł i co dalej? Mąż odszedł i co dalej? Dalej to trzeba temat zamknąć, bo ........... żyli długo i szczęśliwie. Małgorzata A. Żywiołu nie da się przewidzieć ....jestem żywiołem . Temat: Mąż odszedł i co dalej? Moje słowa zabrzmią : a nie mówiłam ;) Moje życzenia się spełniają :* Ciesze się bardzo bardzo i życzę Ci, żebyście oboje wysunęli z tego odpowiednie wnioski i nigdy więcej nie dopuścili do takiej sytuacji .życie jest zbyt krótkie, żeby je marnować . Życzę Ci, Wam miłości i szczęścia :) Temat: Mąż odszedł i co dalej? Minęły długie trzy lata od wydarzeń, o których tu pisałam. Moja historia na forum została niezakończona i pewnie dlatego co jakiś czas odzywają się do mnie kobiety/ dziewczyny, które w tym, co pisałam, odnajdują siebie i liczą, że dalej faktycznie było kolorowo i wspaniale. Szukają pozytywnych wzorców i wcale nie dziwię się, bo na etapie mojego życia, kiedy tu pisałam, miałam podobnie. Mało tego słuchałam rad tylko tych, które jasno wskazywały, co jeszcze mogę zmienić, żeby przypodobać się mężowi. Naprawdę wierzyłam, że się uda i faktycznie nie wyobrażałam sobie życia bez męża. Dlatego napiszę, co działo się dalej. Zdaję sobie sprawę z tego, że kiedy ktoś "na świeżo" przeżywa dramat, nie uwierzy i żyć będzie nadzieją, że jego przypadek jest inny i w tym właśnie przypadku wszystko potoczy się wbrew schematom. Ale nie potoczy się. Przeczytałam mnóstwo podobnych historii do mojej, mnóstwo sytuacji innych, a jednak podobnych. Nigdzie nie zdarzył się happy end. Zatem dalej nastąpił dwutygodniowy okres niby- szczęścia. Niby, bo uwrażliwiłam się na nastroje mojego pana i władcy, a on łaskawie mnie akceptował bądź nie. Po dwóch tygodniach odkryłam, że romans nadal trwa. A postawiłam tylko jeden warunek, kiedy mąż wrócił - ma zakończyć romans. Podobno zakończył, ale serce chyba nie dało rady. Potem przeżyłam najgorsze 11 miesięcy swojego życia. Mieszkaliśmy razem, spaliśmy razem, ale ona była cały czas obecna w naszym życiu. Niby wspólnie, ale jednak osobno zupełnie. Doszło do tego, że zaczęłam uciekać z własnego domu, nie chciałam z nim przebywać w jednym pokoju, bo to za bardzo mnie bolało. To i ta jego wiecznie skwaszona mina, wieczne niezadowolenie, tłumaczenie mi, jak oślicy, że przecież tylko przez jakiś czas mieszkamy razem itd. Bardzo się męczyłam z tym wszystkim. Potwornie. W każdym razie w końcu prosiłam go o wyprowadzkę, bo nie byłam w stanie żyć tak dłużej. W międzyczasie miałam zabieg in vitro. Ostatni. Miałam jeszcze zamrożone embriony i chciałam to zrobić, mimo tego, że już było źle. Dlaczego? Chyba żeby nie oszaleć. W każdym razie na transfer pojechałam z siostrą, a mąż nie był nawet zainteresowany moim samopoczuciem po. Kilka dni później włączył mnie do swojej rozmowy na Skype z tą kobietą. Nie muszę mówić, że in vitro się nie udało..;. Pani instruowała nawet męża w moich wydatkach na lekarza. I ja - idiotka - zrobiłam precyzyjne wyliczenie, co i jak wydałam. No dramat krótko mówiąc. Z perspektywy czasu wbrew pozorom oceniam, że chyba mi ten zły okres był potrzebny, bo do jego powrotu naprawdę byłam przekonana, że mój mąż jest dobrym człowiekiem i że to ja byłam tą złą w naszym małżeństwie. Nie, nie wybielam się, bo myślę, że moja postawa przyczyniła się do kryzysu w związku. Na równi z jego postawą. Natomiast nie przyłożyłam palca do jego zdrady. I do rozwodu. Zdrada była jego decyzją, a rozwód konsekwencją tej decyzji. Mąż wyprowadził się w marcu 2013 roku. Rozwód odbył się dopiero rok później. Pewnie nie odbyłby się do dziś, gdybym na niego nie nalegała. Nie miałam kasy na opłaty, dlatego ja nie składałam, ale naciskałam na męża. On nie chciał rozwodu, bo prawdopodobnie bał się, że będę chciała orzekania jego winy. Dowodów miałam mnóstwo. Nie zrobiłam tego, bo występowałam w sądzie sama, znów względy finansowe nie pozwoliły mi na wynajęcie adwokata. Bałam się samotnie przeprowadzać orzekania o winie, ale wywalczyłam dla siebie alimenty na 15 miesięcy i to wcale niemałe. Od roku nie mam żadnego kontaktu z człowiekiem, który był moim mężem. I choć kiedyś nie wyobrażałam sobie życia bez niego, dziś nie wyobrażam sobie życia z nim. Albo z tym kimś, kim okazał się naprawdę. Szkoda, że doszło do zdrady, do tego wszystkiego w ogóle, ale skoro już doszło, to nie żałuję, że się rozwiodłam. Raczej jednak ta zdrada i inne - przy wiedzy, którą mam teraz - kładłaby się cały czas na moim życiu cieniem. Na dłuższą metę męczyłabym się. Dziś generalnie jestem szczęśliwą kobietą, od roku spotykam się z kimś interesującym. Jestem niezależna, sytuacja finansowa znacznie mi się poprawiła. Lubię swój dom, lubię siebie i dobrze mi tak, jak jest :) Co mogę poradzić kobietom w podobnej sytuacji? Odciąć się zupełnie. Uciąć jakikolwiek kontakt i zacząć mozolnie układać sobie swoje osobiste życie. To jest jedyna recepta na sukces. Jaki by on nie był. Temat: Mąż odszedł i co dalej? To przykre, że wciąż kolejne kobiety popadają w bagno, w którym i ja się swego czasu znalazłam... Zaglądam tu bardzo rzadko i za każdym razem znajduję kilka maili od różnych dziewczyn z pytaniem, co było dalej. Ostatnio byłam tu co najmniej 8 miesiecy temu, więc nie będę odpisywać każdej, bo niektóre maile są tak stare, że nie wiem, czy autorki zagladają tu jeszcze. Pokrótce parę słów o tym, co jest teraz... Męża widziałam ostatnio 3 lata temu. Z tego, co wiem, jego towarzyszką życia jest kobieta, z którą mnie zdradził. Ja dzień po ostatnim spotkaniu z mężem poznałąm człowieka, który od pół roku jest moim mężem :) Mieszkam w USA, buduję swoje życie zupełnie na nowo i ... cieszę się z tego, co mam na tę chwilę :) Dziś wiem, że rozwód to nie zawsze porażka. Czasem to krok ku nowemu... ciekawemu życiu. Temat: Mąż odszedł i co dalej? moja żona się rozwiedzie. Kłóciliśmy się i kłóciliśmy bez przerwy od dnia poczęcia naszego pierwszego dziecka, bez miłości i zaufania, więc rozwiodła się ze mną. I wszystkie te próby, próbowałem różnych środków, żeby ją odzyskać, próbowałem też kilku innych czarowników w Stanach Zjednoczonych, ale żaden z nich nie mógł przywrócić mi sandry. Tylko sid dr Sharaja zagwarantował mi pilne 48 godzin rzucania zaklęć, a on zapewnia mnie, że moja żona będzie ze mną ponownie. Piszę, aby podziękować i głęboką wdzięczność za dotrzymanie obietnic i za wykorzystanie swoich uzdolnionych i wielkich mocy, by przywrócić go do domu. Byłem podekscytowany wiedząc, że specjalizujesz się w łączeniu Kochanków. Dziękuję, Panie, za pomoc w najgorszych czasach mojego życia, za bycie tak wspaniałym rzucającym zaklęcie i za to, że dał mi zaklęcie miłosne, które przyniosło mi tyle radości w moim małżeństwie. Moja żona wróciła i obiecuje, że już nigdy mnie nie opuści. Jeśli wątpisz w jego zdolność, zaufaj mi. Powinieneś zaryzykować. Opłaca się w sposób, którego nawet nie wyobrażasz sobie. Jeśli jesteś tam teraz i potrzebujesz potężnego i pilnego zaklęcia miłosnego, aby przywrócić swojego byłego grzecznego kontaktu, sharajasid@
Wróć do listy porad Co można poczuć dowiadując się o tym, że ktoś, kogo kochamy, powoli odchodzi? Trudno chyba nawet nazwać tę mieszankę, która kłębi się w sercu: pragnienie pomocy, a zarazem ból i bezsilność. Jak się zachować w takiej sytuacji na co dzień? Informacja o śmiertelnej chorobie naszego przyjaciela lub członka rodziny jest jak cios. Rujnuje nasze plany, marzenia i usuwa grunt spod stóp. Dalsze życie bez drugiej osoby, wydaje się za trudne, zbyt bolesne. Kiedy jesteśmy z kimś w tak bliskich relacjach, wydaje się, że przejmujemy jego emocje. W takiej sytuacji czujemy w pewnym stopniu również jego ból i strach. Nie chcemy, aby nasz przyjaciel cierpiał. Nie chcemy, aby odszedł. Czy można być silnym, kiedy bliska osoba umiera? Jak się zachować w obliczu bólu? Naszych emocji nie można kontrolować. W pierwszej chwili ludzie mogę reagować różnie. Od płaczu, po zaprzeczenie. Te emocje w końcu opadną, a my musimy być dalej, dla tej drugiej osoby. To w końcu ona - nie my - usłyszała diagnozę. Rolą przyjaciół i rodziny jest okazać wsparcie, być przy drugiej osobie. To bardzo ważne, aby pamiętać, że w takiej sytuacji to my jesteśmy dla tej osoby, a nie ona dla nas. Bywa tak, że niektóre osoby reagują ucieczką. Ignorują bliską osobę, starają się odciąć od jej bólu. W ten sposób sprawiamy nie tylko przykrość, ale przede wszystkim narażamy drugą osobę na dodatkowe cierpienie. Czasem jednak jest tak, że to nasz bliski stara się od nas odciąć - wydaje jej się, że oszczędzi wszystkim widoku swojego bólu i strachu. W takich chwilach warto jasno zaznaczyć, że chcemy być przy drugiej osobie, chcemy przeżyć z nią ten trudny czas i znaleźć odrobinę dobra i zapewnić jej trochę radości. Od skrajności do skrajności Jak piszą Margaret Stroebe i Henk Schut "zarówno zbyt duży, jak i zbyt mały smutek może być szkodliwy" (Margaret S Stroebe, Henk Schut, The Dual Process Model of Coping with Bereavement: A Decade On). Nie powinno się ignorować choroby przyjaciela. Udawać, że nie ma problemu, a nadchodzące odejście jest dla nas niewidoczne. Takie zachowanie może wywołać w drugiej osobie przeświadczenie, że nikomu na niej nie zależy, że nikogo nie interesuje. Z drugiej natomiast strony, informacja o śmierci, nie musi oznaczać, że nasz bliski nie chce już nigdy więcej zaznać radości, uśmiechu i miłych chwil. Wiecznie płaczący przyjaciele i rodzina, którzy opłakują śmierć, która jeszcze nie nadeszła, może wywołać u takiej osoby różne emocje. Po pierwsze to ona przejmie na siebie obowiązek wspierania i pocieszania. Po drugie może czuć się winna, że opuszcza bliskich, że sprawia im tym dodatkowy ból. Dlatego tak ważne jest, aby obserwować drugą osobę - być z nią. Kiedy ona będzie chciała płakać, wspólne łzy będą wsparciem i podporą. Kiedy będzie pragnąć chwili szczęścia, można zaoferować jej swój uśmiech i dobro. Żałoba przed śmiercią Ciężar, jaki spada na osobę, która słyszy diagnozę, są niewyobrażalne. To ona - nie nikt inny - musi pogodzić się z odejściem. To dla tej osoby kończy się cały świat. Dlatego może ona potrzebować przyjaciela, drugiego człowieka, który spędzi z nią te ostatnie chwile, da chwile radości. Osoba, która pozwoli na krótką chwilę zapomnieć o nieuniknionym, jest bardzo ważna. Pożegnanie i nadzieja Nie ma skali, która zmierzyłaby ból ludzi, którzy spotykają się ze stratą. Wiele osób żałuje, że nie powiedziało czegoś przed odejściem ukochanej osoby. Te ostatnie chwile z osobą, którą kochamy, powinny być wypełnione miłością, aby nie żałować niewypowiedzianych słów. W sercach wszystkich ludzi zawsze obecna będzie nadzieja, która podpowiada, że wszystko się jakoś ułoży, że będzie dobrze. Dlatego nie warto ukrywać swoich emocji. Swoimi obawami można się dzielić z innymi bliskimi, którzy przeżywają to, co my. A dla tej osoby trzeba po prostu być. Zobacz również: 🡆 Zwrot kosztów pogrzebu
Jezu! trafiasz dokładnie w sedno, nawet nie wiesz jak to boli. Jak czytam to co napisałeś to mam ochotę uciec od niej natychmiast chociaż wiem że była by to największa głupota w moim życiu. Pewnie wyobrażasz sobie jak to jest być z taką kobietą która jest w dodatku chodzącym ideałem. Żeby chociaż była mało inteligentna, głupia albo przeciętna w urodzie albo chociaż lekko zezowata... A tu każdy facet się za nią ogląda. Wiem że to wygląda na niezły odjazd i niektórzy pomyślą "chłopie idź się lecz!" no to się leczę i co? i nic. Ona ma nademną miażdżącą przewagę pod każdym względem. Dzięki za słowa pocieszenia i tak naprawdę wiem że mam skarb ogromny ale może czytałeś "Perły i wieprze" Makuszyńskiego - tam biedny człowiek znalazł naszyjnik pereł i tylko dlatego że się bardzo bał go stracić to w końcu go stracił już nie pamiętam jak ale ja jestem kimś takim kto dostał coś wspaniałego od życia i teraz zamiast się cieszyć to się boi. Zamknąć, zakopać, wsadzić do klatki... Gdyby naszyjnik z pereł znalazł nie biedak a ktoś kto już miał do czynienia z drogimi przedmiotami to prawdopodobnie taki człowiek umiał by skorzystać z tego znaleziska - sprzedać, dać żonie. A gdybym ja miał inne życie to nie bał bym się o każdą dobrą rzecz jaką dostaję od losu. Biedak zawsze zostanie biedakiem i ten finansowy i emocjonalny. Przepraszam że tak smutno piszę, przecież Ty też masz na pewno swoje przeżycia i nie chcesz czytać takich dołujących rzeczy ale chwilowo mam taki nastrój. I wiesz jedyne wyjście z sytuacji mam takie że sprawię że będzie się bawić ze mną lepiej niż z kimkolwiek, taki mam plan. Nie wiem czy to będzie za rok czy dwa ale tak będzie. Wiem że to wygląda jak zemsta - będzie żałowała że nie znała mnie wcześniej. Tak będzie albo... się rozstaniemy...
fot. Adobe Stock Jak mogłaś nie widzieć, że coś jest nie tak? – Aśka złapała się za głowę. – Każda kobieta się pokapuje, kiedy facet ma inną... To się wie i już! Moja przyjaciółka jest pewna, że ona by zauważyła każdą zmianę w swoim partnerze, zanim jeszcze on zrobiłby skok w bok. Zareagowałaby, coś wymyśliła, przeciwdziałała... No, jednym słowem w jej przypadku taka sytuacja nie miałaby prawa się wydarzyć! Ja przeciwnie. Dopóki Kamil sam mi nie powiedział, że ma inną, byłam jak dziecko we mgle. Do głowy mi nie przyszło, że mnie zdradza. Nawet coraz częstsze służbowe wyjazdy, noce poza domem, jego ciągłe rozdrażnienie i roztargnienie kładłam na karb przepracowania. – Tyra jak wół – mówiłam. – Nie ma się co dziwić, że chodzi nieprzytomny! Mamy troje dzieci, ja nie pracuję... Nastarczyć na to wszystko, to prawdziwa sztuka! Z tej trójki maluchów (sześć, cztery i dwa lata) jedno, najstarsze jest moje, z poprzedniego związku. Do tej pory Kamil nie robił między nimi żadnej różnicy, dopiero kiedy mi oznajmił, że się wyprowadza, powiedział: – Na Marysię i Janka będę płacił, natomiast Piotrek ma biologicznego ojca, więc się do niego zwróć o kasę. Łaski nie robi! Wiedział doskonale, że to niewykonalne, bo ojciec Piotrusia jest nieuchwytny. Podobno przebywa za granicą, ale gdzie – nie wiadomo. Nigdy się nami nie interesował, zresztą nasz związek był krótki i on od razu zastrzegł, że mam się zabezpieczać, bo jeśli nie, to cała reszta będzie na mojej głowie. Kiedy mnie rzucał, byłam w ciąży, w piątym miesiącu... Nic go to nie obeszło! Kamil jest kierowcą taksówki. To on wiózł mnie do szpitala na poród i potem przyszedł z kwiatami, żeby odebrać mnie i dziecko. Twierdził, że od razu się we mnie zakochał, chociaż brzmiało to nieprawdopodobnie, bo jak się można zakochać w grubej jak beczka, stękającej i przerażonej babce, która sama jedzie na porodówkę, bo nie ma nikogo, kto by jej pomógł. Tak mu wtedy powiedziałam: – Nie mam nikogo, pomoże mi pan dojść do dyżurki? Tam jest torba, sama sobie nie poradzę! Zaczął mnie odwiedzać, kiedy wróciłam z Piotrkiem do domu. Na szczęście miałam gdzie wracać, bo wykupiłam mieszkanie po moich rodzicach i jestem właścicielką niedużego, ale wygodnego M-4. Można zapytać, czemu tak szybko zaufałam następnemu mężczyźnie, skoro ten pierwszy tak mnie zwiódł, ale to będzie pytanie bez odpowiedzi! Skąd człowiek wie, czemu się zakochuje? Dlaczego właśnie w tym, a nie w innym, czemu jeden mu się podoba, chociaż wcale nie jest przystojny, a w przystojniaku nie widzi nic ładnego i ciekawego? To tajemnica... Ja uważam, że ludzie szukają swojej drugiej połowy i czasami im się zdaje, że ją właśnie znaleźli; wówczas zaczyna się miłość! Ja Kamila pokochałam właściwie od razu. Szybko się do mnie przeprowadził i zaczęliśmy żyć jak rodzina. Był dobry dla mnie i dla Piotrusia. Wszyscy myśleli, że jest jego ojcem, a on nie zaprzeczał. Mnie się to bardzo podobało i też zaczynałam wierzyć, że tamtego przed Kamilem wcale nie było, że zaczęłam wszystko od nowa i teraz już nie mam się czego bać. Wiadomość o drugiej ciąży oboje przyjęliśmy z radością, a kiedy już stało się jasne, że to będzie córka, Kamil oszalał ze szczęścia! Dla Piotrusia nadal był czuły i dobry, ale Marysia skradła jego serce. Była jego małą księżniczką... Tym bardziej nie mogę zrozumieć, jak teraz może ją zostawić, twierdząc, że ma prawo do tego, aby się zająć sobą i pomyśleć o własnym życiu. Mówi tak, jakby Marysia i Janek mu w tym własnym życiu przeszkadzali! Trzecią ciążę znosiłam bardzo ciężko. Właściwie cały czas leżałam, więc opieka nade mną, dziećmi i domem spadła na Kamila. Dawał sobie radę przy pomocy mojej przyjaciółki i dwóch zaprzyjaźnionych sąsiadek. Niestety, jedna z nich ma siostrzenicę i to właśnie z nią Kamil chce zaczynać wszystko jeszcze raz. To naprawdę piękna dziewczyna! Wysoka, blondynka, zgrabna, elegancka, wesoła i pewna siebie. Pracuje w naszym magistracie i właśnie w jej dziale Kamil załatwiał metrykę i inne dokumenty malutkiego Jaśka. Tak się poznali... Ta sąsiadka mówi, że jest jej bardzo przykro. Żałuje, że mi wcześniej nie otworzyła oczu, bo ona o wszystkim wiedziała. Podobno nawet, kiedy wyjechała do sanatorium, ta młoda pod pozorem podlewania kwiatów i opieki nad mieszkaniem wzięła klucze i tam się z Kamilem spotykali. Po powrocie ta sąsiadka zagroziła, że o wszystkim mi powie i Kamil ją bardzo prosił, żeby dała spokój, bo to tylko przelotny romans i po co mnie denerwować? Uwierzyła i postanowiła trzymać język za zębami. – Gdybym wiedziała, że to się tak skomplikuje – żaliła się później – zaraz bym do pani przyleciała, ale nie wiedziałam... Zresztą kto wie, czy to by coś dało, bo jak chłop raz się urwie ze smyczy, to go trudno dogonić! Kamil kompletnie zwariował na punkcie tamtej dziewczyny. Wyraźnie mi powiedział: – Nie dorastasz jej do pięt! Miał rację, bo jak ja, po trzech porodach, z rozstępami, nadwagą, osłabionymi zębami i ciągle zmęczona, miałabym się równać z tamtą – gwiazdą wyglądająca świeżo i przepięknie? Nie wiedziałam, co mam robić. Byłam bez kasy, bo od kiedy urodził się najmłodszy synek utrzymywał nas Kamil. Nie wyobrażałam sobie pójścia do pracy, bo jak i gdzie z trójką małych dzieci, ale przede wszystkim rozpaczałam, ponieważ straciłam ukochanego mężczyznę i nie było nadziei, bym go miała odzyskać! Więc w desperacji i nerwach zrobiłam coś najgłupszego, co tylko może zrobić kobieta porzucona dla innej kobiety: postanowiłam z tamtą porozmawiać i błagać ją, żeby zostawiła Kamila przez wzgląd na mnie i dzieciaki. Nie wiem, dlaczego pomyślałam, że ją przekonam i wzruszę. Musiało mi kompletnie zaćmić rozum! Wprawdzie moja przyjaciółka mi odradzała i przekonywała, że nic nie wskóram, że się tylko ośmieszę i narażę na upokorzenie, ale ja byłam gotowa na wszystko. Pamiętam, że to był upalny dzień i że wzięłam z sobą najmłodszego Jaśka. Był od rana marudny, nie chciał jeść, ale wpakowałam go do spacerówki i pojechałam do tamtej. Pomyślałam, że pogadam z nią w jej pracy, stamtąd mnie nie będzie mogła wyrzucić... Liczyłam na to że może się zawstydzi, zmiesza, że będzie się tłumaczyła, coś mi wyjaśni, ale skąd!!! Wyglądała zachwycająco. Pachnąca, modnie ubrana, z piękną fryzurą i makijażem, w rewelacyjnych butach na szpilce popatrzyła na mnie z wysoka i zapytała: – Ale właściwie czego ty chcesz? – Chcę, żebyś mi oddała Kamila – powiedziałam. Jasiek zaczynał popłakiwać, kręcił się, wyglądał jakby miał gorączkę a ja stałam przed tą gwiazdą w rozklapanych espadrylach, z włosami w klamerce i w leginsach, których nie powinnam nosić, bo mnie za bardzo opinały. – Oddaj mi go, mamy troje dzieci. Kamil jest nam potrzebny, co z nami będzie bez niego? – Trzeba było o tym myśleć wcześniej – usłyszałam. – Poza tym, nie troje, tylko dwoje, bo, o ile wiem, najstarszy jest twój, prawda? Myślałaś, że jak go wrobisz w żłobek, to go przywiążesz na zawsze? Jesteś głupia. Kamil ma was dosyć, ja mu pokażę, jak można żyć... Ty nie masz o tym zielonego pojęcia! Stała bardzo blisko, bo nie chciała, żeby nas słyszeli inni urzędnicy i interesanci, więc kiedy Jasiek zwymiotował, nie zdążyła odskoczyć i ta fontanna trysnęła prosto na jej kieckę i szpilki. Nie wiem, co wrzeszczała, bo się odwróciłam i wyszłam. Jasiek się uspokoił, bo mu najwyraźniej ulżyło, więc pchałam wózek jak w letargu, bezmyślnie, na nic nie zwracając uwagi. Zatrzymał mnie dopiero pisk opon. Wlazłam na jezdnię przy czerwonym świetle i gdyby nie mocne szarpnięcie do tyłu, skończyłabym pod kołami samochodu. – Pani zwariowała – usłyszałam męski głos. – Ślepa? Pijana? Może wariatka? Samobójczyni? Pani może sobie robić, co chce, ale co winne jest dziecko? Wezwać policję? – Nie – wyszeptałam przerażona. – Boże, nie zauważyłam, że to jezdnia. Dziękuję. Niech pan nie krzyczy, mam dosyć wszystkiego. Kto wie czy nie byłoby lepiej...? – Mówię, że kretynka! – usłyszałam znowu. – Ja naprawdę wzywam radiowóz albo karetkę, bo widzę, że mam do czynienia z osobą potrzebującą pomocy. – Nie! Przepraszam. Oczywiście, że się zagapiłam. Mam dzisiaj gorszy dzień... Każdemu się zdarza. Rzucił mnie facet i zostałam sama z trójką dzieci bez pracy i bez pieniędzy, więc istotnie potrzebuję pomocy. Ale co pan może o tym wiedzieć? Dopiero teraz mu się przyjrzałam. Był niemłody, wysoki, dobrze zbudowany i całkiem łysy. Miał wesołe oczy. Wyglądał sympatycznie. Wziął pod pachę wózek z Jaśkiem, mnie za rękę i przeprowadził na drugą stronę ulicy. Już nie krzyczał, nawet się uśmiechnął i powiedział. – Tylko z trojgiem? Niedużo, jak na taką przystojną, zdrowo wyglądającą osobę. Ja zostałem sam z czwórką, kiedy żona zmarła. I co, dałem radę! Wszystkie wychowałem, wykształciłem, troje już na swoim, tylko czwarte studiuje, ale za granicą. Czemu z panią miałoby być inaczej? – Może pan miał jakąś pomoc, rodzinę, kogoś bliskiego? Ja jestem całkiem sama! – Jak to sama? Ma pani troje dzieci, to gdzie – sama? Poza tym, nikogo nie miałem. Byłem w dołku, bardzo kochałem żonę, jej odejście to był dla mnie dramat, ale jak się musi, to nie ma zmiłuj! Trzeba zakasać rękawy i wziąć się do sprzątania gruzów. Tak zwykle bywa po trzęsieniu ziemi; najpierw porządki, potem odbudowa! – Boję się, że nie dam rady. – Ja też się bałem. I to jak! Żaden wstyd. Trzeba szukać pomocy, ludzi, którzy są chętni wyciągnąć do pani rękę. Ja na przykład jestem chętny i dam pracę, jeśli pani zechce. Mam niedużą firmę, zawsze się coś znajdzie dla pani, pieniądze nie będą rewelacyjne, ale stałe i uczciwie zarobione, więc jeśli się pani zdecyduje, pogadamy. To jest moja wizytówka... Odprowadził mnie pod dom. Zapytał, czy może się spokojnie pożegnać i czy na pewno mi przeszły czarne myśli. Odpowiedziałam, że tak i to była prawda, bo nagle poczułam się tak, jakby mi ktoś zresetował umysł. Wprawdzie złe chwile jeszcze wracały, ale zawsze wtedy, gdy nadciągała czarna chmura, przypominałam sobie głupią minę tej wyfiokowanej lafiryndy, gdy Jasiek zwymiotował na jej buty. „Dobrze ci tak!” – cieszyłam się w duchu. Wiem, że to nieładnie, ale tylko to mi w tamtym momencie pomagało. Po jakimś czasie Kamil się wyprowadził. Wystąpiłam o alimenty, bo już mu nie wierzyłam, kiedy obiecywał, że będzie płacił regularnie i tyle, na ile się umówiliśmy. Teraz dmuchałam na zimne, skończyło się zaufanie do każdego, kto wydaje się uczciwy. Zrozumiałam, że mając dzieci, muszę być ostrożna, więc nie zważałam na jego zapewnienia i słuchałam tylko siebie. Ta praca, o której mówił poznany na przystanku mężczyzna, okazała się zupełnie niezła. Pomagałam księgowej i załatwiałam zlecenia. Mogłam mieć ruchome godziny pracy, a nawet brać robotę do domu, jeśli akurat musiałam zostać z dziećmi. Od września Piotruś idzie do szkoły. Jest duży i mądry, więc zdecydowałam, że to dobre rozwiązanie, natomiast maluchy zapisałam do żłobka i przedszkola, które na szczęście znajdują się blisko mojego domu, więc z odprowadzaniem i przyprowadzaniem nie będzie się dziwię, że wszystko się tak poukładało! Jeszcze niedawno myślałam, że sobie nie dam rady, że bez Kamila nie zdołam przeżyć nawet paru dni, a okazało się, że to bzdura! Dobrze jest mieć przy sobie mężczyznę, jeśli jest on przyjacielem i jeśli mu się ufa, ale po co komu taki, który zdradza i wpycha kobietę w kanał? Nadal zdarza się, że płaczę i jest mi bardzo ciężko, ale już sobie umiem z tym radzić. Tłumaczę sobie, że wszystko mija, nawet najgorsza burza się kończy i wychodzi słońce. Może nie od razu jest upał, ale nie wszyscy lubią tropikalne gorąco, więc czasami wystarczy zwyczajnie ładna nadzieję, że jeszcze sobie ułożę życie, a jeśli nawet nie stanie się to tak szybko, jakbym chciała, trudno... Pamiętam, co mi powiedział mój obecny szef: „Najpierw sprzątaj gruzy po katastrofie, potem buduj od nowa”. I tego się uczę! Więcej prawdziwych historii:„Zostałam matką chrzestną obcej dziewczynki. Rodzice zostawili ją jak śmiecia, rodzina zastępcza się nad nią znęcała”„Rodzina mojej żony ma mroczną tajemnicę. Wyrzekli się córki, która zarabia ciałem. Po prostu wymazali ją z rodziny”„Matki dzieci w klasie mojej córki to zaściankowe lampucery. Wyśmiewają się z innych i uczą tego swoje bachory”